Zdjęcie to grafika przedstawiająca trzy ćwiczące osoby: na pierwszym planie kobieta celuje z pistoletu pneumatycznego, dalej pochylony nad stołem mężczyzna trzyma w dłoni płaską rakietkę, a po stole toczy się szybko piłeczka. Jeszcze dalej kobieta z ochraniaczami na łokciach i kolanach broni bramki przed lecącą na nią dużą, niebieską piłką piłką. Wszyscy mają opaski na oczach. U góry grafiki napis w trzech wersach: „Czy niewidomi mogą ćwiczyć boks? O ping-pongu bez siatki, cymbergaju bez dmuchaw, 
dzwoniących piłkach i zwyczajnych, morderczych treningach».”

Zapytaj Niewidomego 14. Czy niewidomi mogą ćwiczyć boks? O ping-pongu bez siatki, cymbergaju bez dmuchaw, dzwoniących piłkach i zwyczajnych, morderczych treningach

Ile może zdziałać jedna zaprojektowana przez nas rakietka do Showdowna, którą testował dla nas mistrz Europy i wielokrotny medalista Mistrzostw Świata w tej dyscyplinie?

Całe mnóstwo wpisów i pytań w formularzu, które streścić można jednym – opowiedzcie o sporcie niewidomych!

No to opowiadamy.

Postawiliście przed nami bardzo trudne zadanie. Każde z nas ma do czynienia z aktywnością fizyczną w mniejszym lub większym stopniu. Siłą rzeczy jednak nie spróbowaliśmy wszystkich sportów, o których piszemy, a większość z nich znamy wyłącznie z opowiadań. Co więcej, w Polsce uprawia się dość niewielki ich przekrój, jak sami się przekonacie. Słyszeliście np. o Blind Krykiecie, uprawianym w angielskich szkołach dla niewidomych? A o Blind Ice Hockayu, który próbuje się promować w Niemczech, bo podobno jest popularny w Kanadzie? No właśnie, my też niewiele, więc nie będziemy się nad nimi rozwodzić – sprawdźcie sami w wolnej chwili. 🙂 Niektóre dyscypliny są jednak w Polsce bardzo popularne i my, Polacy, mamy się czym szczycić jeśli chodzi o osiągnięcia, nawet na arenie międzynarodowej. Postanowiliśmy więc zebrać opinie od czynnych sportowców amatorskich i profesjonalnych, wplatając w nasz artykuł ich doświadczenia i opinie. Opowiemy Wam o sportach, które być może brzmią abstrakcyjnie, a w rzeczywistości polegają na precyzji, zaufaniu i potężnej pamięci mięśniowej.

Czy niewidomi w ogóle ćwiczą?

Generalnie rzecz biorąc, tak. Ale nie wszyscy, nie wszędzie i nie zawsze.

Faktem jest, że wielu niewidomych aktywność fizyczną w mniejszym lub większym stopniu utrzymuje. Nie bez znaczenia są tu działania licznych organizacji pozarządowych, które starają się zapewnić swoim beneficjentom mniej lub bardziej regularne zajęcia sportowe. Jeżeli ktoś jednak nie chce lub nie może korzystać z ich wsparcia, pojawia się problem.

Spacery – to pierwsze, co przychodzi na myśl, gdy zaczynamy rozważać wprowadzenie do swojego życia więcej ruchu. Problem w tym, że znamy naprawdę niewielu niewidomych, dla których spacer bez przewodnika byłby przyjemnością, a dla tych, którzy poruszają się gorzej lub mniej regularnie, to zwyczajnie ogromny stres. Trudno więc oczekiwać, że zestresowana koniecznością wyjścia z domu osoba niewidoma będzie tę aktywność powtarzała kilka razy w tygodniu i to jeszcze z przyjemnością.

Znamy osoby korzystające z siłowni i klubów fitness, także samodzielnie, ale i tutaj nie jest to takie proste – nie każdy klub zgodzi się na korzystanie z niego przez osobę niewidomą, a mniej doświadczone osoby niewidome jak nie znajdą przewodnika na spacery, tak mogą nie znaleźć go również na siłownię.

Są jeszcze wspomniane zajęcia sportowe dedykowane osobom z dysfunkcją wzroku i jeśli ktoś ma do nich dostęp – super. Trudno jednak oczekiwać, by osoba niewidoma regularnie pokonywała dajmy na to 100 km pociągiem (na który swoją drogą też musi się dostać) tylko po to, żeby godzinkę sobie poćwiczyć. Zwłaszcza, że często poziom tych zajęć jest niższy, bo trzeba dać szansę osobom mniej wyćwiczonym lub początkującym.

Codzienna aktywność fizyczna, ta spontaniczna, także jest dużo mniejsza, bo przecież odpadają nawet biegi w stylu „kto będzie pierwszy na przystanku? Autobus czy ja?” czy ewentualna decyzja, że dziś zamiast auta wybiorę rower i pojadę do pracy okrężną drogą, mijając lasy, czarne góry, jadąc szybko, mając z góry.

Jeśli więc w czyjejś głowie utarł się stereotyp osoby niewidomej z zasady niećwiczącej, to poza możliwością, że „nie ćwiczy, bo nie chce” (ostatecznie jesteśmy tylko ludźmi) pojawia się jeszcze jedna, wprost wynikająca z opisanych wyżej ograniczeń.

Tu ważne zastrzeżenie: jeśli macie niewidome dziecko, nie ograniczajcie jego aktywności, ba, podkręcajcie ją, na ile tylko możecie. To bardzo ważne i szybko zaprocentuje. Zrozumiałe jest, że dziecko, ze względu na naturę niewidzenia, będzie trochę bardziej statyczne. Nie podsycajcie tego niepotrzebnie, przecież każde dziecko potrzebuje ruchu! Z naszych wspomnień wynika, że gdy byliśmy mali, dużo łatwiej było nam „latać” po podwórku, objeżdżać je rowerem czy wspinać się na drzewa, jednak im więcej słyszeliśmy „Uważaj! To niebezpieczne! Lepiej tego nie rób!”, tym więcej było w nas podświadomego strachu przed nowym. Ten strach zostanie z nami prawdopodobnie już na zawsze…

Jeśli już jednak niewidomi trenują, to właściwie… co?

Mecz Showdowna.

Ping-pong bez siatki i Cymbergaj, tylko że nie 🙂

Owszem, niewidomi mogą grać w tenisa, a także, do pewnego stopnia, w tenisa stołowego. Na początek rozwiejmy jednak pewne wątpliwości, które pojawiły się w Waszych komentarzach.

Często myli się ze sobą dwie dyscypliny: międzynarodowego Showdowna oraz polski wynalazek – Dźwiękowy Tenis Stołowy z ośrodka szkolno-wychowawczego w Owińskach. Ten ostatni, bardzo promowany przez twórców, to dyscyplina nastawiona mocno na integrację. Gra się na zwykłym stole do ping-ponga, z którego po prostu zdejmuje się siatkę. Używa się standardowych rakietek i piłeczki wydającej dźwięk. Piłka musi odbić się od stołu. Gra jest tak skonstruowana, by widzący mogli grać z niewidomymi – wystarczy założyć gogle całkowicie zasłaniające oczy.

Z kolei Showdown to twardy, dynamiczny i wyczynowy sport o zasięgu globalnym. Rozgrywka toczy się na specjalnym stole otoczonym wysokimi bandami. Zamiast siatki, pośrodku znajduje się pionowa deska (lub przezroczysty ekran), pod którym musi przejść twarda, plastikowa piłka z grzechotką. Zawodnicy używają podłużnych rakietek, a osoby posługujące się wzrokiem mają zaklejone gogle, by wyrównać szanse między osobami całkowicie niewidomymi a niedowidzącymi. Gra przypomina nieco popularnego „cymbergaja”, ale wymaga niesamowitego słuchu i siły.

O specyfice Showdowna opowiedział nam Krystian Kisiel – niewidomy od urodzenia wielokrotny drużynowy i indywidualny mistrz Europy oraz medalista mistrzostw świata. Swoją przygodę ze sportem zaczynał od pływania, ale to showdown skradł jego serce. By móc bardziej rozwijać się sportowo, przeniósł się nawet do szkoły dla niewidomych we Wrocławiu, znanej z nacisku kładzionego na sport.

„W showdownie podoba mi się to, że nie jestem całkowicie zależny od trenera” – tłumaczy Krystian. „Na początku potrzebne jest wsparcie – trzeba nauczyć się techniki, zrozumieć, jak uderzać piłkę czy mylić przeciwnika. Ale kiedy już wiadomo, nad czym pracować, można samemu szlifować technikę. Dobry trener potrafi wskazać błędy, lecz to zawodnik wykonuje większość pracy”.

Jeżeli chcecie sami spróbować, poza ośrodkiem we Wrocławiu jest wiele klubów, które aktywnie rekrutują, np. w Warszawie, Lublinie, Przemyślu, Olsztynie, Wałbrzychu czy Chorzowie.

Blind Tenis, czyli rakieta, gąbka i doza cierpliwości

Wasze niedowierzanie budzi często tenis ziemny dla niewidomych (Blind Tenis). Jak biegać po korcie i odbijać piłkę, której się nie widzi?

Wszystko opiera się na modyfikacji sprzętu i zasad. W kategorii B1 (osoby całkowicie niewidome) kort jest mniejszy, a siatka obniżona. Linie wyznaczające pole gry są wypukłe – wyklejone specjalną taśmą, by zawodnik mógł wyczuć je stopą i zorientować się w przestrzeni. Gra się rakietami o nieco krótszej rączce, a sama piłka jest większa, wykonana z gąbki i ma w środku grzechotkę. W kategorii B1 piłka może skozłować aż trzy razy, zanim zawodnik będzie musiał ją uderzyć.

Nasza rozmówczyni, Magdalena Giecewicz, która wzrok zaczęła tracić w wieku 8 lat, a w wieku 55 lat obroniła tytuł Mistrzyni Polski, opowiada o początkach:

„Na pierwszym treningu odbiłam podaną przez trenera piłkę, ale przez kilka tygodni nie potrafiłam tego powtórzyć. Po kilku miesiącach lokalizowałam piłkę, lecz nie mogłam wykonać wymiany z zawodnikiem z drugiej strony siatki. Myślałam, że osiągnęłam ścianę”.

Blind tenis wymaga potężnej pracy nad orientacją słuchową i przestrzenną. Magda nie poddała się i wkrótce reprezentowała Polskę na World Games 2023 (zajmując 8. miejsce), a we Włoszech wywalczyła brązowy medal Mistrzostw Świata. Jak sama mówi: „Medal, nawet brązowy, naprawdę smakuje jak złoto”.

Wskazówka: Jeśli brzmi to dla Was kusząco, Fundacja Widzimy Inaczej cyklicznie prowadzi rekrutację na treningi oraz do zawodów. Z reguły udział w projekcie jest bezpłatny i obejmuje treningi na terenie wielu województw w Polsce – to świetny moment, by chwycić za rakietę.

Mecz Goalballa.

Goalball: Gdzieś nam dzwoni, ale nie wiadomo… z której strony pola

Jedną z najbardziej klasycznych dyscyplin dedykowanych wyłącznie nam jest Goalball (często nazywany piłką toczoną). To sport absolutnie fascynujący z historycznego punktu widzenia – został wymyślony już w 1946 roku przez Seppa Reindle i Hansa Lorenzena jako forma rehabilitacji dla ociemniałych weteranów II wojny światowej. Dziś to niezwykle popularna dyscyplina paraolimpijska.

Gra się w niego na boisku o wymiarach 9 na 18 metrów, podzielonym na strefy (obrony, rzutu i neutralną). Skąd wiemy, gdzie jesteśmy? Wszystkie linie na boisku są wyklejone plastrem, pod którym znajduje się sznurek – dzięki temu gracze dotykowo (dłońmi i stopami) orientują się w przestrzeni.

Bramki ciągną się przez całą dziewięciometrową szerokość boiska i bronią ich dwie trzyosobowe drużyny zlokalizowane naprzeciw siebie. Wszyscy, bez względu na resztki wzroku, mają założone nieprzezroczyste gogle. Używa się specjalnej piłki o wadze 1,25 kg, wewnątrz której znajdują się dzwoneczki. Kiedy drużyna przeciwna rzuca piłkę (a najlepsi zawodnicy potrafią wprawić ją w ruch z prędkością nawet 80 km/h!), drużyna broniąca musi błyskawicznie zlokalizować ją słuchem i rzucić się na parkiet, tworząc z własnych ciał żywą, poziomą tarczę. Co ciekawe, na wykonanie rzutu zwrotnego drużyna ma zaledwie 10 sekund, co narzuca gigantyczne tempo.

Osoby, które opowiadają o przygodzie z Goalballem , wspominają, że trudnością dla nich jest albo fakt, że są niedostatecznie dobre, przez co ich drużyna traci punkty, albo też że muszą pracować z takimi właśnie osobami. Refleks, mobilność i czujność są tu kluczowe. M.in dlatego, swego czasu, drugiej szansy temu sportowi nie dała Julita, wtedy jeszcze zbyt niepewna siebie.

Wielu niewidomych, także za granicą, wspomina, że Goalball to domena szkolnego WF-u i dlatego nie chcą potem do niego wracać.

Ważna uwaga dla kibiców: w Goalballu mecze rozgrywane są w absolutnej ciszy. Każdy krzyk z trybun czy podpowiedź z ławki trenerskiej w trakcie gry jest surowo karana rzutem karnym, ponieważ zagłusza zawodnikom dźwięk dzwoneczków w piłce.

Blind Football: Jak widzisz, to nie wychodź ze strefy X!

Jeśli już mowa o sportach drużynowych i dzwoniącej piłce, nie możemy pominąć „narodowego sportu Polski” – piłki nożnej. Ale nie, nie będzie o Lewandowskim, tylko o Ryszce. 😉

Blind Football czerpie swoje fundamenty z futsalu, ale został zaadaptowany do naszych potrzeb.

Mecze blind footballu rozgrywane są na boisku o wymiarach 20 na 40 metrów, które z obu dłuższych boków wydzielone jest specjalnymi bandami. Bandy nie tylko zapobiegają częstemu wybijaniu piłki na aut, co upłynnia grę, ale przede wszystkim stanowią dla zawodników doskonały punkt orientacyjny i akustyczny.

W każdej z drużyn na boisku znajduje się czterech niewidomych zawodników z pola (którzy grają w specjalnych opaskach lub goglach wyrównujących szanse) oraz jeden w pełni widzący bramkarz. Rola bramkarza jest tu kluczowa, gdyż to on jest głównym „nawigatorem” odpowiadającym za ustawienie całej formacji defensywnej. Co ważne, bramkarz nie może opuszczać swojego niewielkiego pola karnego – jeśli to zrobi, sędzia dyktuje rzut karny. Zespół komunikuje się w trzech strefach: obroną dyryguje bramkarz, strefą środkową operuje trener za linią boczną, a pod bramką przeciwnika stoi tzw. przewodnik (guide), który m.in. stuka w słupki, naprowadzając napastników.

Piłka używana w blind footballu jest nieco mniejsza, ma obniżone ciśnienie (by za bardzo nie odskakiwała od nogi) i wyposażona jest wewnątrz w głośne grzechotki. Aby uniknąć bolesnych zderzeń na boisku, każdy zawodnik, który porusza się w kierunku piłki, ma obowiązek głośno krzyczeć hiszpańskie słowo „voy” (idę). Z tego też powodu, podobnie jak w goalballu, od widzów wymaga się bezwzględnej ciszy w trakcie trwania akcji. Co ciekawe, pomiędzy akcjami mecz bardzo przypomina zwykły mecz piłki nożnej – pełen okrzyków, muzyki, wuwuzel i całego tego klimatu. 🙂 Gdy jednak rozlega się stanowcze „Szszszsz!”, na trybunach musi zalec zupełna cisza.

Wydaje się jednak, że głośno jest cały czas, bo gdy milkną kibice, „drzeć się” zaczyna całe boisko, skupione na akcji.

W Polsce dyscyplina rozwija się od lat, a jedną z jej ikon jest Marcin Ryszka, wieloletni kapitan reprezentacji Polski i zawodnik Wisły Kraków BF. Dziś w naszym kraju funkcjonuje z powodzeniem ligowy Puchar Polski, o który rywalizują drużyny takie jak Śląsk Wrocław BF, Wisła Kraków BF, Warta Poznań czy Start Niewidzialni Bielsko-Biała. Jak zauważyliście, większość nazw klubów jest Wam znana, bo wiele drużyn BF działa po prostu przy klubach piłki nożnej im odpowiadających. To także skłania niektórych zawodników do BF, gdyż w sposób automatyczny jest on trochę bardziej finansowany, niż inne sporty.

Mecz Blind Football.

Strzelectwo pneumatyczne.

Strzelectwo pneumatyczne: Niezupełnie ślepy traf

Basia Moskal jest osobą słabowidzącą i niesłyszącą. Odnosi sukcesy na arenie międzynarodowej (jest m.in. mistrzynią Europy i świata). Jej pasją jest strzelectwo pneumatyczne.

W strzelectwie dźwiękowym tradycyjną tarczę zastępuje się systemem elektronicznym. Nadajnik zamocowany na karabinie łączy się z czujnikami na tarczy. Zawodnik zakłada słuchawki – im bliżej środka tarczy celuje, tym wyższy dźwięk słyszy. Z racji swojej wady słuchu, Basia wypracowała ze swoją mamą-asystentką unikalny system komunikacji dotykowej. Dobrze słyszy bowiem intensywny dźwięk w słuchawkach, ale gorzej – komunikaty zewnętrzne. Kiedy strzał to „dziesiątka”, mama dotyka ją w przedramię, jeśli „dziewiątka” – w ramię.

„Dla mnie to też forma odpoczynku – jestem wtedy tylko ja, karabin i dźwięk” – przyznaje Basia, dodając, że na co dzień jej relaksem jest również gra w szachy.

Pływanie i Triathlon: Zanurzeni w rywalizacjiPływanie i Triathlon: Zanurzeni w rywalizacji

Woda to środowisko, w którym wielu niewidomych czuje się doskonale, ponieważ zapewnia równomierny opór i nie ma w niej niespodziewanych przeszkód. Znakomitym przykładem jest Wojtek Makowski, medalista Igrzysk Paraolimpijskich w Rio de Janeiro (2016).

W parapływaniu (pływaniu osób z niepełnosprawnościami) w klasach dla niewidomych start bez wsparcia asystentów byłby niebezpieczny. Kluczową rolę odgrywają tu tzw. „taperzy”. Są to asystenci stojący na końcach basenu, którzy używają specjalnych tyczek z miękką końcówką. Uderzają oni pływaka w głowę lub plecy na ułamek sekundy przed dopłynięciem do ściany, co jest sygnałem do wykonania nawrotu.

Wojtek postanowił jednak zmienić dyscyplinę na paratriathlon (pływanie, jazda na tandemie rowerowym i bieganie z przewodnikiem połączonym specjalną linką).

„Ruch sprawia, że czuję się zdrowy, silny, skuteczny i pewny siebie” – opowiada Wojtek, współzałożyciel stowarzyszenia „Ruchem do zmian”. Stowarzyszenie prowadzi obecnie w Warszawie zajęcia ogólnorozwojowe, dostosowując ich poziom do wieku oraz predyspozycji uczestników. „Zapraszamy! – zachęca Wojtek – przyjdź i spróbuj, a My zrobimy resztę!”. Więcej informacji w mediach społecznościowych stowarzyszenia.

Joga: Wyginać śmiało ciało

Nie każda aktywność musi wiązać się ze zdobywaniem medali na czas. Dorota Ziental, pracownica Fundacji Vis Maior, odnalazła swoją pasję w jodze.

Dla osoby niewidomej wyzwaniem na zajęciach grupowych jest to, że nie może po prostu „skopiować” ruchu, patrząc na instruktora. „Instruktor musi opisywać pozycje słownie, zamiast je pokazywać. Niestety do tego trzeba mieć predyspozycje i nie każdy to potrafi” – wyjaśnia Dorota.

Joga to doskonałe narzędzie do poprawy elastyczności, co w życiu codziennym osób z dysfunkcją wzroku jest nieocenione i co przydaje się nawet w orientacji przestrzennej. „Joga nauczyła mnie, że dzięki elastyczności ciała nawet upadki są mniej bolesne” – kwituje Dorota.

Dzięki inicjatywie fundacji Vis Maior, której Dorota jest pracownicą, powstał portal jogawokularach.pl, który pozwala odsłuchiwać specjalnie przygotowane treningi i ćwiczyć samodzielnie, w domu. W ramach projektu opracowano także dobre praktyki w zakresie odpowiedniego przygotowania instruktorów i szkolenia w kilku warszawskich szkołach jogi.

Robert Krzemiński na jachcie.

Czy może niewidomy żaglowcem sterować i na górę lodową nie wpaść?

Wszystko zaczęło się w roku 2006, kiedy to niewidomy szantymen, Roman Roczeń, zapragnął organoleptycznie sprawdzić, o czym tak naprawdę śpiewa. Z pomocą legendarnego kapitana, Ś.P. Janusza Zbierajewskiego, zorganizował pierwszy pełnomorski rejs, w którym połowę załogi stanowiły osoby niewidome i słabowidzące. Od tamtej pory, przez bez mała dwie dekady, odbyło się już ponad 50 takich rejsów (m.in. na pokładzie majestatycznego żaglowca s/y Zawisza Czarny), w których wzięło udział około 1800 uczestników. Dziś inicjatywę kontynuuje kapitan Robert Krzemiński.

Jak to działa w praktyce? Na Zawiszy Czarnym osoby niewidome to nie turyści ani bagaż specjalnej troski. Regulamin projektu surowo wyklucza udział osobistych przewodników. To pełnoprawni członkowie załogi, pełniący wachty nawigacyjne na pokładzie i w kambuzie (kuchni), gdzie w pocie czoła obierają ziemniaki na obiad dla całego statku, a także ramię w ramię z widzącymi kolegami stawiają i opuszczają żagle. Bezwzrokowe sterowanie tak dużą jednostką jest możliwe dzięki elektronicznemu udźwiękowionemu kompasowi połączonemu z GPS-em i wskaźnikiem wychylenia płetwy sterowej. Niewidomy sternik słyszy w głośniku precyzyjne komunikaty, np. „kurs 258, ster lewo 3”. Opierając się wyłącznie na tych danych oraz czuciu wiatru na twarzy, często prowadzi żaglowiec nawet precyzyjniej, niż koledzy widzący, którzy mają tendencję do nerwowych ruchów na widok każdej zbliżającej się fali. Załogantom pomagają także wypukłe plany statku i yflomapy, na których dotykiem mogą śledzić trasę rejsu i ukształtowanie linii brzegowej.

Ciekawostka: Dawid również miał okazję wiele razy żeglować po bałtyku, jednak na znacznie mniejszych jednostkach – żaglówkach typu puck. Był jedynym niewidomym załogantem w grupie przyjaciół. Twierdzi, że sterowanie taką żaglówką jest o wiele łatwiejsze. I przyjemniejsze, bo nie czuć smrodu spalin i przynajmniej można realnie poczuć przesuwanie się po wodzie. 🙂

Grzegorz Kłak na polu z kijem golfowym.

Kij, ale nie do macania przeszkód

Podczas gdy żeglarstwo to walka z żywiołem, golf wydaje się sportem spokojniejszym, ale za to na pewno wymagającym wybitnie wzrokowej oceny odległości i terenu. A jednak polscy niewidomi świetnie radzą sobie i na polach golfowych.

W tym sporcie niewidomy zawodnik korzysta z pomocy asystenta (tzw. caddy’ego, a w polskich realiach często trenera). To asystent jest „oczami” zawodnika – analizuje trasę do dołka, kierunek wiatru i pochyłość terenu, a następnie pomaga golfiście idealnie wycelować lico kija przed uderzeniem. Kiedy zawodnik zajmie właściwą postawę, caddy odsuwa się, a cała reszta – siła zamachu, trajektoria uderzenia – spoczywa już w 100% na idealnie wyćwiczonej pamięci mięśniowej gracza.

Mamy na tym polu powody do ogromnej dumy. Niewidomy Grzegorz Kłak, reprezentujący Gorzowski Klub Golfowy pod okiem trenera Jacka Uchańskiego, to pierwszy w Polsce zawodnik w kategorii B1 (osoby całkowicie niewidome), który przebojem wdarł się na arenę międzynarodową. Co niezwykle inspirujące, Grzegorz rozpoczął naukę gry w golfa dopiero po całkowitej utracie wzroku!.

Początkowo przecierał szlaki, grając w turniejach lokalnych z widzącymi golfistami – i, jak sam dumnie podkreśla, z trenerem nigdy nie zajęli w nich ostatniego miejsca. Wkrótce zaczął startować w zawodach zagranicznych. Niedawno wywalczył fenomenalne 2. miejsce na prestiżowym turnieju ISPS Handa British Blind Golf Open w Anglii, gdzie do złota zabrakło mu zaledwie dwóch punktów!. To dowód na to, że determinacja i codzienne treningi pozwalają zaistnieć w dyscyplinach, które pozornie wydają się dla nas niedostępne.  

Pojedynek w parajudo.

Boks i Sztuki Walki

Wracając krótko do Waszych pytań: czy niewidomi mogą ćwiczyć boks? Oczywiście! W Polsce popularne jest m.in. parajudo (gdzie walka zaczyna się od tzw. uchwytu, co ułatwia orientację). Z kolei na świecie świetnym przykładem jest Bashir Ramathan z Ugandy, który trenuje boks opierając się na słuchaniu kroków (footmarks) na macie, czy też brytyjski zawodnik MMA Lee Hoy, dla którego ścisłe zwarcie (klincz i parter) to żywioł, w którym to dłonie zastępują mu oczy.

Czy da się uprawiać sport po niewidomemu bez pomocy?

Zadajecie to pytanie bardzo często – czy my wszystko musimy robić z kimś? Albo też: Czemu wszystko chcemy robić koniecznie sami? 😉

W sporcie to zależy od dyscypliny.

Jeżeli mówimy o kolarstwie na tandemie, gdzie z przodu jedzie widzący pilot, a z tyłu niewidomy kolarz potocznie zwany palaczem, biegach na otwartym terenie czy chociażby paratriathlonie, naturalnie potrzebujemy asysty widzącego przewodnika. W narciarstwie alpejskim zjazdowym również konieczny jest przewodnik jadący przed niewidomym narciarzem i wyznaczający mu kierunek.   Oj, czyżbyśmy zapomnieli napisać o tych sportach? Nie, po prostu z tych wszystkich dyscyplin można by zrobić całą serię, a my mamy na to tylko jeden artykuł, więc zachęcamy do śmiałej eksploracji tematu. 🙂

Są jednak dyscypliny, w których jesteśmy absolutnie, stuprocentowo samodzielni, gdy przyjdzie do zawodów. Wspomniany wcześniej Krystian Kisiel wyraźnie podkreślał, że grając w Showdown to on sam decyduje o swoim uderzeniu i odbiera sygnały z boiska. Podobnie sytuacja wygląda w Goalballu, kręglach czy Dźwiękowym Tenisie Stołowym. W sportach tych sprzęt i reguły są tak dostosowane, że do prowadzenia gry nie potrzebujemy niczyich podpowiedzi. Samodzielnie możemy też uprawiać na przykład jogę w domowym zaciszu (bazując na podcastach i audiodeskrypcji) albo ćwiczyć na rowerkach stacjonarnych.

Jak zwykle w naszym życiu bywa – często trudniejszy bywa sam bezpieczny dojazd na halę sportową lub ustrzeżenie się porzuconych na chodniku hulajnóg elektrycznych, niż samodzielny trening po przekroczeniu progu siłowni. 

Jak w ogóle zacząć przygodę z aktywnością fizyczną?

Być może czytacie ten tekst i myślicie: „Brzmi super, ale od czego w ogóle zacząć?”. Próg wejścia w sport często wydaje się nam, niewidomym, nie do przeskoczenia. Nasza najważniejsza rada, poparta doświadczeniem Wojtka Makowskiego, brzmi: po prostu zapytaj kogoś z otoczenia.

Wojtek odważył się zapytać znajomą, czy z nim pobiega. To mały krok, od którego wszystko się zaczyna. Jeśli nie masz takiej osoby, poszukaj trenera, nawet jeśli nigdy wcześniej nie miał do czynienia z osobą niewidomą – często otwarta karta i wzajemne docieranie się dają najlepsze efekty.

Krok drugi to kontakt z organizacjami. W Polsce filarem sportu dla niewidomych jest Stowarzyszenie „Cross”, które koordynuje wiele działań lokalnych i krajowych. Warto też szukać oddziałów Wojewódzkiego Zrzeszenia Sportowego Niepełnosprawnych „Start” (np. prężnie działające w Katowicach czy we Wrocławiu, posiadające m.in. wspaniałe sekcje goalballowe).

Nie zmuszaj się do tego, co cię męczy. Wypróbuj szachy, rzutki na udźwiękowioną tarczę, pływanie, siłownię, aż znajdziesz „to coś”.

Bo jak nie wiadomo, o co chodzi…

To prawda, że media najchętniej pokazują polską piłkę nożną. Wszyscy o tym wiemy! No dobra, czasem jeszcze siatkówkę i skoki…

Kiedy już wspominają o sportach niepełnosprawnych, często nakładają na nas filtr komiksowych „superbohaterów”, podczas gdy my po prostu realizujemy swoje pasje, okupione godzinami potu na sali treningowej. Sport to narzędzie do rehabilitacji i lepszego samopoczucia psychicznego, a nie tylko materiał na hollywoodzki scenariusz.

Pieniądze również bywają barierą. Jak wspomniał nam Krystian Kisiel, Showdown wciąż nie jest dyscypliną paraolimpijską, co bywa frustrujące z uwagi na mniejsze dofinansowanie. Sportowcy mogą jednak liczyć na pewne stypendia (za złoty medal mistrzostw Świata w Showdownie to ok. 3000 zł miesięcznie, a za brąz ok. 2300 zł. Rocznie. 🙂 Z kolei Wojtek Makowski uważa, że w sportach paraolimpijskich stypendia ministerialne zostały już zrównane z tymi dla pełnosprawnych, a starty reprezentacyjne finansuje Polski Komitet Paralimpijski.

Apelujemy więc raz jeszcze, szczególnie do rodziców niewidomych dzieci: nie bójcie się aktywności. Pozwólcie dzieciom próbować różnych sportów. Im wcześniej, tym lepiej!

Do przeczytania w kolejnych wpisach!

Może Cię też zainteresować

Published by

Julita Bartosiak

Mam na imię Julita, ciemne, kręcone włosy, ciemne oczy i zadarty nos. I gdyby trzeba było napisać banalny, ale zgodny z prawdą opis, to by wystarczyło. A że na prawdziwą charakterystykę postaci miejsca tu nie ma, powiem tylko, że interesuję się literaturą, muzyką, jęz. obcymi, językoznawstwem, gotowaniem, zdrowym stylem życia i włossingiem. :) Acha, i praktykuję od pewnego czasu Radość Doskonałą.